22.12.11

nic sie nie wróci

trzeba wyruszyc na jakies zapasy.nie jest to moj ulubiony spedzania dnia czas.lazenie miedzy półkami i zgadywania kto i na co milaby ochote...rekopensuje sobie staniem w kolejce bo lubie słyszec ludzi i wąchac ich plecy.
to tylko 3 dni ale wchodzac do sklepów widzac zapakowane kosze z jedzeniem byc moze jedyną rozrywką dla ciala i ducha w tym czasie ogarnia mnie komplex nieprzystosowania który poglębia matka która zas nic absolutnie odemnie nie wymaga a niewmaganie i brak buntu przeciwkoczemukolwiek powoduje wyrzut i paranoje z mysli ze chyba nic mi nie spadnie ani nie zawali jak pouczestnicze nawet bez celebracji.wiec sie wkręcam tak lajtowo bardzo z odrobiną znuzenia pozujac na autsaidera jednak, bo pozy radujacej za chuja przyjmać nie umiem.cieszy mnie fakt braku budzika rano i wolny czas od odrabiania lekcji .za to swieta lubie bardzo.
wpadło do mnie  wspomienie swiąteczne  z nienacka u babki tańskiej która w latach  przenosila elegancje z prostostą przaśnych czasów i wigilia miala swój urok i smak tortury bo nic mi nie smakowalo z tego stołu.wygladalo to tak ze caly rok jadło sie jako tako a w wigilie tortuty przystolne festiwal ochydych smaków.pamietam co rok serwowowno zupe z konopi.....chyba jeszcze nie indyjskich...ohyda ale tradycja taka ze trzeba bylo zjesc chociaz troche i kazdy tradycje szanował...te mordęgi i zerkanie na kuzynów,patrzenie na ich miny chichranie , plucie za talerz jak dorosli nie widzą i wkladanie do rekawów makiełek i innych ryb , bawi...pamietam tez pasterke .dzieci zostawały same i oglądały jakies horrory puszczane na programie pierwszym i jedynym pod stertą pierzyn wygłupy z kuzynami,kiszka kartoflana po pasterce,palenie w piecu  i w mrozie senny powrót do domu.
nie pamietam z tamtego czasu zadnego prezentu.nie pamietam moich rodziców.moze bylam tam sama?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz